Autakra, historia pewnej włóczęgi

Duńska blondi

Gdy już wszystko ogarnęli, z zadowoleniem i poczuciem dobrze wykonanego obowiązku usiedli na ocienionej ławeczce. Polo podzielił się ze Stachem historią z ostatniej propagandy, której w wirze zadań nie miał czasu jeszcze mu opowiedzieć.
– Powiem ci ciekawą sytuację. Pamiętasz, mówiłem ci o tych wesołych Duńczykach, co słuchali Doorsów?
– Pamiętam, że mówiłeś, że przychodziła jakaś niegramotna duńska piękność.
– No właśnie! Przychodzili w czwórkę. Ona nie rozmawia po angielsku i zawsze tylko stała i przypatrywała się. Nie wiem, może coś rozumiała, ale nic nigdy nie powiedziała po angielsku. No i słuchaj, dzisiaj znów przychodzą, a ona do mnie mówi „Kocham cię”.
– Co?
– Powiedziała do mnie „Kocham cię”.
– I love you?
– Nie! Po polsku!
– Ooo! I co? Co było dalej?
– W sumie nic. Poszli. Taka ciekawostka.
– Chłopie! I tak ją puściłeś? A może to miłość twojego życia?
– A co miałem zrobić, jak ona ani be, ani me po angielsku?
– Zabrać ją na romantyczny spacer nad morze, na twój ulubiony cmentarz, gdziekolwiek! Miłość nie potrzebuje słów.
– Jasne. Niby po jakiemu miałem jej to powiedzieć? Że ma czekać na mnie na cmentarzu o drugiej w nocy, jak skończę robotę?
Polo miał rację, jakie to życie podłe – stwierdził w myślach Stachu. Dodatkowo utwierdziło go to w przekonaniu, że trzeba wracać do ojczyzny, tam to życie nie jest aż tak bardzo pokręcone.

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *